Matura 2026: „To były cztery lata stresu”. Uczennica po egzaminach nie gryzie się w język
— Wyszłam z sali po matematyce i w końcu mogę normalnie odetchnąć. Polski poszedł mi naprawdę dobrze. Wybrałam pierwszy temat — o wpływie pracy na człowieka i na otaczającą go rzeczywistość. Dało się to sensownie rozwinąć, wrzuciłam „Lalkę”, „Ziemię obiecaną” i jeszcze kilka innych lektur z listy. Argumenty mi się kleiły, cytaty pamiętałam, więc myślę, że będzie naprawdę dobrze — opowiada nam jedna z tegorocznych maturzystek.
Trudna matematyka i lata wyrzeczeń
Mimo optymizmu po egzaminie z języka polskiego, matematyka okazała się znacznie większym wyzwaniem. — Kilka zadań kompletnie mnie zablokowało i miałam momenty, kiedy zastanawiałam się, po co właściwie to wszystko. Resztę jednak udało się rozwiązać i na razie nie zamierzam panikować — dodaje uczennica.
Za samymi egzaminami kryją się jednak cztery lata ogromnego zmęczenia. Dziewczyna mieszka w Lesznowoli i przez całe liceum codziennie dojeżdżała do szkoły w Warszawie. Jej grafik był morderczy: pobudki o świcie, autobus do metra Stokłosy, później metro i kolejne przesiadki albo długi spacer. W jedną stronę często traciła ponad godzinę, a w gorsze dni — nawet półtorej.
— Wracałam do domu wykończona, a potem jeszcze lekcje, kartkówki, projekty i nauka do sprawdzianów. I tak właściwie przez całe liceum. Od pierwszej klasy człowiek słyszy tylko „matura, matura, matura”. Ciągły stres i presja.
System do poprawki? „Matura jest trochę niepotrzebna”
W opinii naszej rozmówczyni obecny system egzaminów wymaga poważnej dyskusji. Jak podkreśla, nie każdy maturzysta planuje studia wyższe, a obowiązkowe egzaminy dla wszystkich często stają się jedynie źródłem niepotrzebnego napięcia.
— Uważam, że cała ta matura jest trochę niepotrzebna. Jeśli ktoś chce iść na studia, powinien zdawać egzaminy pod konkretny kierunek. A nie że wszyscy muszą przechodzić przez identyczny stres, niezależnie od tego, co planują robić dalej — twierdzi.
Upał i komunikacyjne problemy Warszawy
Do stresu egzaminacyjnego doszły też prozaiczne problemy z dojazdem. W dniu egzaminu Warszawa przywitała maturzystów wysoką temperaturą i awariami komunikacji miejskiej. — Autobus spóźnił się o 20 minut. Weszłam do szkoły cała spocona i zestresowana. Klasyczny poranek — śmieje się już po wszystkim.
Najważniejsze jest jednak jedno — egzaminy pisemne są już za nią. Po miesiącach intensywnej nauki i latach presji, w końcu pojawiło się upragnione uczucie ulgi. — Najlepsze jest to, że to już koniec. Naprawdę ogromna ulga — podsumowuje maturzystka.